Kategorie: Wszystkie | ekstrasy | jedzenie | oglądanie
RSS
niedziela, 26 sierpnia 2007
zaproszenie
Stworzyliśmy tego bloga, żeby opowiedzieć o naszej podróży na Morawy w sierpniu 2007 roku.
Decyzje o wyjeździe do tej krainy podjęliśmy pod wpływem impulsu, nie przygotowywaliśmy się szczególnie.
Morawy tak nas jednak urzekły,
że postanowiliśmy podzielić się z Wami wrażeniami. Będziemy wdzięczni za każdy komentarz.
ewa i bartek


erupcja czeskości
brno. pierwsza krew.

Brno jest ogromnym miastem jak na Republikę Czeską (jest tam drugie co do wielkości), z około dwustu tysiącami mieszkańców. Przy pierwszym kontakcie nie robi najkorzystniejszego wrażenia tym bardziej, że dworce choć blisko centrum, leżą w niezbyt atrakcyjnej okolicy. Po bliższym poznaniu miasto zyskuje zdecydowanie i robi się bardzo ciekawe. Jest przy tym pełne fajnych restauracji, miłych knajpek, ciekawych budynków, dobrze zaopatrzonych księgarni. Jak całe Morawy, nie zostało zbyt dotknięte przez wojnę, tkanka miejska w śródmieściu niemal w całości pamięta jeszcze C. K. monarchię. To stanowi chyba o niepowtarzalnym klimacie Brna; nieco pompatyczna architektura starego miasta, przypominająca nudny, dostojny Wiedeń jest wypełniona teraz żywiołową czeskością, ozłocona blaskiem przelewanego piwa. Partery tych poważnych domów często zapełniają zadymione, wesołe knajpki, bezpretensjonalne potraviny, przede wszystkim zaś sympatyczni Czesi. Kontrast jak między starym ciałem i młodą duszą. Lubimy takie kontrasty.

 

„Andy Warhol – słowacka lekcja”
Wystawa pod tym tytułem nie była bardzo duża, ale znalazły się na niej naprawdę ważne prace – słynne puszki zupy Campbell w kilku wariantach, prace z cyklu Dziesięć portretów Żydów XX wieku, obrazy z czaszkami, trochę dzieł spoza serii, dwa filmy: „Empire” i „The Velvet Underground & Nico live”. Wszystko z niezłym komentarzem odnoszącym się do kolejnych okresów w twórczości Warhola. Prace pochodziły ze zbiorów prywatnych z Czech i Słowacji oraz z muzeum Warhola w Medzilaborcach.
Dobry wybór prac i dołączony do tego ruchomy obraz – na jednym z filmów można było oglądać Andy’ego rozmawiającego z członkami zespołu Velvet Underground, Nico przechadzającą się zakamarkami Fabryki – pozwalał poczuć dziwną atmosferę warholowskiego uniwersum.
Moravská galerie v Brně, Husova 18, www.moravska-galerie.cz
 
 
nuda w brnie
obejrzenie wystawy Warhola zachęciło nas do ponownej wizyty w galerii morawskiej. Wystawa stała zajmuje w niej dwa piętra i jest poświęcona sztuce czeskiej dwudziestego wieku. Zbiór jest obszerny; dzieła wydawały nam się jednak wtórne – były prace podobne do Maxa Ernsta, Dalego, Picassa. Jedynie obrazy surrealistki Marii Čermínovej (Toyen) wyróżniały się oryginalnością i żywiołowością. Świat artystki prezentowany na barwnych obrazach był nieziemski, tajemniczy a jednocześnie bardzo prawdziwy. Znaleźliśmy jeszcze dwie ciekawe rzeźby – ale nawet one nie zdołały zmienić wrażenia powtarzalności, miałkości i bezbarwności, w dostatecznym stopniu nie zakłóciły rutyny przechodzenia z sali do sali.
Moravská galerie v Brně, Husova 18, www.moravska-galerie.cz
 
 
 sztuka
skazani na špilberk
Zamek Špilberk, który góruje nad całą starówką miasta ma zresztą ciekawą i smutną historię. Najpierw służył jako twierdza, jednak wkrótce został przekształcony w najcięższe więzienie w monarchii Austro-Węgier. Na tym etapie jego historii koncentrują się liczne wystawy, zajmujące kolejne kondygnacje budowli. Przede wszystkim można zwiedzić lochy – bardzo rozległe podziemne przestrzenie gdzie odtworzono cele siedemnastowiecznych skazańców. Są też wystawy dokumentujące późniejsze wykorzystanie zamku – siedzieli tam spiskowcy z Polski, Czech, Włoch, Węgier – w zasadzie kto tam nie był osadzony nie mógł się chyba nazywać rewolucjonistą w C.K. Monarchii. Fakt uwięzienia karbonariuszy przypominają pomniki i tablice. Naliczyliśmy cztery takie pamiątki na pięciu zmarłych tu Włochów – niezła średnia! Polacy mają stosunek 1 do około 200.
w twierdzy Špilberk czekała na nas interesująca wystawa „Zabawki się nie starzeją”. Sale wypełnione były lalkami, misiami i kolejkami sprzed stu lat, a zdjęcia zdobiące korytarze ukazywały błogie twarze szczęśliwych posiadaczy drewnianych ptaszków i pluszowych zajączków.
 
"a teraz drogie dzieci pocałujcie misia w dupę" (jan suzin)
Wystawa „Jak powstają wieczorynki” ujęła nas od pierwszego spojrzenia – projekcją dobrze u nas znanej bajki „Sąsiedzi” Lubomíra Beneša („Pat a Mat”). Dalej było jeszcze lepiej – można było samemu animować figurki, pluszowe pacynki, fotografować a następnie animować postacie wycinane z papieru, bawić się przedmiotami używanymi przy udźwiękawianiu filmów, próbować animacji komputerowej. Było też kompletne studio nagraniowe czeskiej telewizji – istniała możliwość wystąpienia przed kamerą i ujrzenia siebie w teleprompterze. Z gablot spoglądały postacie znanych nam i nie znanych czechosłowackich bajek. Bartkowi najbardziej podobała się imitowanie dźwięków galopującego konia przy użyciu połączonych połówek orzechów kokosowych – mógł się wtedy poczuć jak bohater filmu „Jabberwocky” Monty Pytona.
Moravské zemské muzeum, Dietrichsteinský palác, Zelný trh 8, Brno; wystawa dostępna do zwiedzani od wtorku do soboty w godzinach 9-17; wystawa potrwa do 27 października 2007; www.mzm.cz
 
 
 a je to!
chata tugendhata
Jako jedną z głównych atrakcji Brna przewodniki wymieniają willę Tugendhata. Sceptycznie podeszliśmy do tych enuncjacji, cóż ciekawego może sobą reprezentować dom mieszkalny z lat trzydziestych dwudziestego wieku? Wiele – okazała się brzmieć prawidłowa odpowiedź. Jak się okazało UNESCO nie przypomina Wildsteina i byle czego na swoją listę nie wpisuje; zwiedzanie willi stanowi ciekawą przygodę. Budynek stanowi realizację planów Ludwiga Mies van der Rohe, jednego z najbardziej znanych światowych architektów, dyrektora Bauhausu w latach 1930 – 1932. Dom został zbudowany dla rodziny zamożnych brneńskich przedsiębiorców. Z zewnątrz wydaje się niewielki, w rzeczywistości jest ogromny (salon o powierzchni ponad 300 metrów kwadratowych) i zachwyca podziałem przestrzeni. Nie wszystkie elementy wystroju zachowały się, pozostała jednak ich część oraz nieco mebli. Braki uzupełniano w latach osiemdziesiątych tanimi imitacjami, ale nawet w nieco okaleczonej wersji budynek robi ogromne wrażenie; jest kompletnym obiektem funkcjonalistycznym – od ogólnego założenia do najdrobniejszych detali architektonicznych. Jednocześnie to doskonałe miejsce do życia i pracy. Realizacja zamysłu architektonicznego uwypukla piękno szlachetnych materiałów użytych do jego budowy.
W przyszłym roku ma się rozpocząć ponowna, tym razem całkowicie wierna oryginalnemu projektowi, rekonstrukcja budynku.
UWAGA: zwiedzanie willi odbywa się tylko od środy do niedzieli  (wejścia o pełnych godzinach od 10 do 17), konieczna jest uprzednia rezerwacja kilka dni wcześniej – można tam napisać albo zadzwonić (www.tugendhat-villa.cz; tel. 00 420 545 212 118). Od 31 października 2007 roku do czasu zakończenia rekonstrukcji (od 2 do 4 lat) willi nie będzie można zwiedzać. adres: Brno, ul. Černopolní 45.
 
fragment willi
muzeum kultury romskiej
W Brnie żyje dość znaczna mniejszość romska – około 30 000 ludzi. Podobnie jak w słowackich Koszycach, mieszkają głównie w jednej ze śródmiejskich dzielnic. Brneńscy Romowie zajmują przede wszystkim stare, zniszczone kamienice, w których często z jednego mieszkania korzysta często więcej niż jedna rodzina. W centrum tej dzielnicy znajduje się muzeum kultury romskiej, w którym działa też bardzo przyjemna kawiarnia z klubem filmowym.
W muzeum można zobaczyć ciekawe wystawy dokumentujące historię i kulturę Romów. Część historyczna skupia się szczególnie na dziejach środkowoeuropejskich Romów w XX wieku, od Holocaustu poprzez próby odgórnie sterowanej asymilacji do trudnych czasów współczesnej koegzystencji Romów i Czechów. Osobną wystawę stałą stanowi prezentacja tradycyjnych rzemiosł. Są też wystawy czasowe, które prezentują twórczość romskich artystów.
Oglądanie tego niewielkiego muzeum było by znacznie mniej interesujące, gdyby nie towarzystwo bardzo sympatycznej i kompetentnej pracownicy muzeum.
Muzeum romské kultury,Brno,  Bratislavská 67, zwiedzanie wtorek- piątek od 10 do 18, niedziela 10-17.

kompleks zamkowy valtice - lednice
Do zwiedzenia jest siedziba książęcego rodu Lichtensteinów. Rodzina była niemiecka, jej włości położone u samej granicy Moraw i Dolnej Austrii; przez kilkaset lat książęta nie zdążyli nauczyć się czeskiego, ale za to zbudowali tutaj swoją główną siedzibę, mieli też w Valticach pałac letni, niedaleko pałacyk rybacki, pałacyk graniczny…
Cały kompleks robi niesamowite wrażenie. Pałac wielkością i przepychem przewyższa niemal każdy obiekt w Polsce. W dodatku kompleks zachował się niemal nietknięty – z oranżerią, ogromnym parkiem, w pełni urządzonymi wnętrzami. Zobaczenie wszystkiego zajmuje co najmniej cały dzień bo poszczególne pałacyki dzieli po parę kilometrów. Pałac główny w Valticach i pałac letni w Lednicach łączy kilka ścieżek. My wybraliśmy wycieczkę wokół rybników (w języku czeskim stawów), tutaj jednak słusznej wielkości jezior oraz wzdłuż morawskich winnic. Szczególnie piękna ścieżka prowadzi właśnie między jeziorami, łąką gdzie spod nóg uciekały jaszczurki, słodko pachniały trawy. Tylko ukryte nad brzegiem bunkry przypominały o zawierusze, która wygnała stąd niemieckich książąt.
Z Brna najlepiej dojechać pociągiem do Břeclavia (co najmniej jedno połączenie na godzinę), stamtąd autobusem lub pociągiem (trasa liczy 10 km).

w książęcych winnicach
zlín. miasto szyte na miarę.
Zlín jest pięćdziesięciotysięcznym miastem, które według przewodników ma stanowić dobrą bazę wypadową do zwiedzania Moraw. Samo miasto nie skupia na sobie uwagi bedekerów i mało jest w nim turystów. Tymczasem według nas to jedno z najciekawszych miejsc w jakich dotychczas byliśmy! Do lat dwudziestych XX wieku niemal wioska, w następnych dwóch dziesięcioleciach rozrosło się gwałtownie prawie do rozmiarów obecnych – w związku z rozwojem firmy Baťa, która miała tutaj swoją siedzibę aż do nacjonalizacji jej czeskich oddziałów pod koniec lat czterdziestych. Sama historia firmy jest fascynująca – tutaj odsyłamy choćby do eseju Mariusza Szczygła zawartego w książce „Gottland”. Rozwój miasta stanowił jeden wielki eksperyment architektury funkcjonalistycznej – dodajmy od razu że naszym zdaniem bardzo udany. Z góry wytoczony został zarówno ogólny plan miasta, z centralnym placem skupiającym siedzibę firmy i ośrodki kulturalne, wspólnemu ogólnemu zamysłowi architektonicznemu podlegały także wszystkie wznoszone wówczas budynki – od fabrycznych przez biurowe i użyteczności publicznej aż do prywatnych willi (właściciel firmy był jednocześnie burmistrzem). Szczególnie ciekawe są właśnie dzielnice willowe. Firma Baťa zajmowała się także budowaniem dla swoich robotników domów – i to według projektów znakomitych architektów (w konkursie na projekt domu w jury zasiadał choćby Le Corbusier). W owym czasie powstało ponad 2000 domów – częściowo jednorodzinnych, częściowo tak zwanych „bliźniaków” czy przeznaczonych dla czterech rodzin. Niemal wszystkie wzniesione budynki są wykorzystywane do dzisiaj zgodnie z ich przeznaczeniem. Nad miastem góruje szesnastopiętrowy wieżowiec (Mrakodrap 21), niegdyś siedziba zarządu firmy, podobno wzniesiony jako najwyższy budynek w Europie Środkowej. Wyposażony był w takie nowinki techniczne jak jedna z pierwszych w Europie klimatyzacji – maszyny wielkości małej lokomotywy znajdowały się na każdym piętrze i do dziś można jedną oglądać; we wnętrzu wieżowca mieszczą się obecnie urzędy, ale można też oglądać wystawy dotyczące etapów powstawania nowoczesnego Zlína, zrekonstruowano także wystrój jednego z pięter. Bardzo interesujący był także pomysł właściciela na zarządzanie firmą. Gabinet prezesa został urządzony w jednej z wind, więc nikt nie musiał chodzić do szefa – szef mógł przyjechać do każdego nie ruszając się zza biurka. Winda z gabinetem zachowała się do dzisiaj. W mieście wzniesiono wówczas także kino – z ponad 2000 miejsc było to podobno największe kino w Europie. Jego wygląd oddaje nazwa: Wielkie Kino. Działa do dzisiaj, widzieliśmy w nim między innymi film „Jednotka příliš rychlého nasazení” (stawiamy śliwowicę temu kto odgadnie polski tytuł filmu bez szukania w google).
Zlín jest więc szczególnie ciekawy dla kogoś mieszkającego w Łodzi. Jest przykładem realizacji podobnego zamierzenia, jak choćby imperium Poznańskiego, tyle że późniejszego o wiek i zakrojonego chyba na jeszcze większą skalę. Trzeba dodać, że jest to miasto uniwersyteckie, jest więc tutaj sporo fajnych knajp i innych możliwości ciekawego spędzenia czasu.
 
 
mała aleja gwiazd przed wielkim kinem
 
1 , 2